# 29
Coś za bardzo cieniasa chwaliłam, bo wczoraj poszła linka sprzęgła (drugi raz w tym roku), ale i tak pozostaje się cieszyć, że nie zrobił nam kuku gdzieś na trasie. Oczywiście panowie mechanicy na mój widok mieli miny typu "...", niedługo będą mnie witać falą meksykańską, albo przynajmniej owacjami.
Tak czy inaczej jesteśmy niewolnikami tego samochodu, a plus lenistwo jeszcze i wygodnictwo, to wszystko równa się temu, że alkohol spożywamy rzadko, bo kto potem będzie korzystał z usług znienawidzonego MPK... Ale że cienkiego zabrali na cały weekend, to beztrosko popijaliśmy dzisiaj w domu wino made by babcia, a potem wybraliśmy się na plac Wolności, na jakiś festiwal muzyki niezależnej, na którym w konsekwencji byliśmy całe piętnaście minut, a tłumy też takie przybyły, że na palcach jednej ręki można było liczyć.
Spotkaliśmy się z Sista i jej bojfrendem, która jak sama powiedziała (szczerość górą) - przyjechała tylko po to, żeby zdjęcia z Krakowa zobaczyć. No już myślałam, że może mnie, a tu taki psikus. Chcieliśmy ich namówić, żeby wybrali się z nami do kina, ale ta chyba znowu na kacu, bo słyszałam, że spała trzy godziny i znowu chciała pić dalej. Ręce mi czasem opadają, ale odzywać się nie będę, bo podobno to ja narzucam swoje zdanie.
Brakuje mi takiej przyjaźni z czasów liceum - siedzienia do białego rana przy butelce wina i gadania o snach, planach na przyszłość, facetach i nowych sklepach z ubraniami. Brakuje mi empatii, a nie potakiwania i kiwania głową, bez szczególnego zainteresowania, kiedy odpowiadam na to bezndziejnie głupie pytanie Co u ciebie słychać?. Może jakąś żywszą reakcję wzbudziłaby wiadomość o czyjejś śmierci, o tym, że wyjeżdżam na rok za granicę, że zerwałam z Kriczr i spotykam się z czterdziestolatkiem... Nie wiem. Z kolei ja mam dość zaczynania spotkań od wyznania, że ta znów jest na kacu (i śmiech, hihi), że jadą ze znajomymi na dwudziesty w tym miesiącu koncert Kazika na Wyspie Słodowej, żeby napierdolić się jak dzikie świnie.
Tak naprawdę już od bardzo bardzo dawna moją najlepszą przyjaciółką jest mój chłopak. Spotkania z Sista są sprawozdaniami, żeby - jak ktoś się zapytał - wiedzieć, co się dzieje u tej drugiej.
Dostanie mi się od niej za to, bo podałam jej adres ostatnio. Chociaż za bardzo nie wiem o co miałaby mieć pretensje - o stwierdzenie faktu? O to, że pierwsza powiedziałam to głośno?
Pierdolę to. Bo znowu będzie płacz, przepraszanie, a potem zmieni się NIC.
--
Kriczr zabrał mnie dziś do kina i na kolację, ja zrobiłam mu seans relaksujący, więc można powiedzieć, że żyjemy w symbiozie.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz